Wielkanoc, volume 1. Babka makowo-pomarańczowa

Pierwsze wielkanocne tegoroczne ciasto. Uwielbiam mak, a jako że moja WNM – Wielka Nieskończona Miłość – nie zostanie w te święta odwzajemniona makowcem, przemyciłam czarne kropki w babce. Do tego skórka pomarańczowa, zrobić raz dwa, do pieca i za godzinę można wyjmować miękkie, wyrośnięte i pomarańczowo pachnące ciasto. Tak ładnie wyrosło, że odwróceniu i wyjęciu z czerwonej foremki nie da się położyć na płaskim, tylko stoi babka jak statek ufo – taka wybrzuszona z dwóch stron. Puszysta w środku, z przypieczonym wierzchem (po odwróceniu do góry nogami na talerz wierzch przestaje być wierzchem, a staje się podspodem). 
babka jest bardzo, bardzo puszysta, mięciutka, nie sucha. Za rok też taką chcę :)

Akurat na rozpoczęcie wielkanocnego pieczenia zrobiło się ciepło, słońce zaświeciło, buchnęło nieśmiało zielenią. A ja w kuchni, pomieszałam sobie, popiekłam, nawąchałam się zapachu domowego ciasta. Jak miło, że mamy Wielkanoc na wiosennie.

Puszysta babka makowo-pomarańczowa
(przepis z zeszłorocznego numeru Kuchni, z moimi zmianami)


Składniki:

  • 1/3 szklanki suchego maku
  • 1/2 szklanki mleka
  • 18 dag miękkiego masła
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 duże opakowanie cukru waniliowego (32 g albo dwa małe po 16 g)
  • 3 jajka
  • 2 żółtka
  • 4 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • kilka kropli esencji pomarańczowej (nie aromatu – w Polsce jest dość trudno dostępna, można pominąć)
  • 1/2 szklanki świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego
  • 3 szklanki mąki (u mnie pszenna pełnoziarnista)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • na wierzch – cukier puder

Przygotowanie:

Mak zalewamy mlekiem i odstawiamy na pół godziny. Ucieramy masło z cukrem, cukrem waniliowym, wanilią i wbijamy po jednym jajku + na koniec żółtka. Gdy masa będzie już gładka, dodajemy skórkę, ewentualnie esencję pomarańczową. Do tego wlewamy sok i mleko z makiem. Jeszcze krótko miksujemy. 
Następnie delikatnie łączymy masę z przesianą wraz z proszkiem do pieczenia mąką. Masę przekładamy do wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą formy na babkę i pieczemy przez 45-55 minut w 200 stopniach C, do „suchego patyczka”. Jeśli po 55 minutach babka nadal wyda się wam niedopieczona, pieczcie jeszcze kilka minut dłużej.
Wyciągamy, studzimy, posypujemy cukrem pudrem już całkowicie wystudzone.
I smacznego :)


Dariusz Zaborek, Życie. Przewodnik praktyczny. 16 wywiadów Dużego Formatu:
Z wywiadu z Jerzym Maksymiukiem (Dominujący Element Furii)
Z wywiadu z Michaliną Wisłocką (Seksualistka)
Wymyślić tytuł książki, który jest tak uniwersalny, że aż niemożliwe, żeby nie chwycił, nie jest trudno. Pierońsko ciężko jest później obronić ten tytuł środkiem książki. Przykład: Hołownia i jego Bóg. Życie i twórczość - choć hołowniowe, rzetelne, to jednak nie tak – nie z motyką na słońce, nie na 258 stronach. Dlatego jak ktoś już sobie wymodzi w głowie mocny tytuł, a ja przy okazji po to sięgnę, zaczyna się krytyczne czytanie. No bo co, nie przesadza? Nie chce tylko marketingowo zaczepić i mając nadzieje, że znajdzie dużo życiowych ciap, wcisnąć im książki z dobrym tytułem, a pożal-się-boże wnętrzem?
Hm. Wywiady z Pieczką i Starowieyskim przeczytałam w domu. Wywiady z Czaplińskim, Maksymiukiem, Życińskim i Lengren były autobusowe. Z domu na uczelnię i z powrotem. Wisłocka na przystanku, Fołtyn i Janowska w kawiarni na Brackiej, Bartoszewski na dobranoc do poduszki, Środa na dzień dobry, ale ładny dziś mamy poranek. Jaczewski w kolejce na poczcie, Kałużyński, kiedy czekałam na spóźnialskiego. Życiński, Chrzanowski, Kaczyński (Bogusław) – kiedy ciasto wyrosło w piekarniku. Bardzo (baaardzo) dawno nie miałam w rękach książki, którą tak dobrze mi się czytało – tak, że nawet na przystanku żal mi było dreptać jak zwykle przez cztery minuty w kółko zamiast czytać. Bo chciałam wiedzieć, a kto, a co powiedział. Wywiady są fantastyczne – wybrane rozmowy Zaborka ze znanymi osobami, które ukazywały się (rozmowy, nie osoby) w Dużym Formacie. Już pomijając, że DF nie puści nudnego wywiadu, Zaborek zrobił kupę dobrej roboty. Te rozmowy sobie płyną, swobodnie, jakoś bez wysiłku, bez krępującej cichy. 
Mądrze jest czytać mądrych ludzi. Z poczuciem, że a w nosie mam, że nie mam czasu. Że powinnam brnąć teraz przez kilka książek i tekstów do czerwcowej sesji. Kiedy ja chce czytać po swojemu, właśnie to.
Email This Page
Print Friendly

Komentarze

  1. margot pisze:

    ojej jaka baba dostojna i jaka fajna piegowata

  2. Kuchareczka pisze:

    Oliwko – no i dzisiaj spłatała!

  3. slyvvia pisze:

    ooo, uwielbiam mak :)

  4. Bruu pisze:

    zrobiłam tę babkę, lekko zmodyfikowaną bo z cząstkami pomarańczy i kandyzowanym ananasem oraz bez esencji pomarańczowej – chyba świąteczne wykupywanie się objawiło bo nie było w sklepach pewnych rzeczy ;)
    No i generalnie wyszło pysznie ale za mało pomarańczowo.. no i mam wrażenie, że w głębi babka była trochę za bardzo kluchą a mniej puszystym ciastem, nie wiem skąd się to wzięło, piekło się długo, bo długo było mokre. Potem zostawiłam w piecu, żeby stygło razem z piekarnikiem

  5. Kuchareczka pisze:

    Być może przez pomarańczę – babka jest sama w sobie bardzo miękka i nie sucha – więc jak doda się do niej cos mokrego, jak np. cząstki świeżego owocu, to ten owoc rozmiękcza ciasto podczas pieczenia, bo wypływaja z niego soki. Ja dodałam do niego suche składniki – mak i skórkę pomarańczową, dlatego nic nie rozmiękło. Generalnie: wrzucaj rzeczy suche – i jak owoce, to suszone albo kandyzowane, nie soczyste :)

  6. Bruu pisze:

    to by wiele wyjaśniało, dziękuję :)

  7. Kuchareczka pisze:

    Gdybys tylko miała jeszcze jakieś pytania, pisz śmiało :) Pozdrawiam ciepło!

  8. Anonymous pisze:

    Kuchareczko, Twoje nowe zdjęcia są obłędne! :)
    Ta baba wygląda przepysznie!I ten mak… ;)

Skomentuj


3 + = 5