Sarah-Kate Lynch – Za oknem cukierni

Jest miłość. Jest zdrada. Są włoskie ciasteczka o fikuśnym kształcie, feeria smaków i zapachów, a wszystko to w otoczeniu zielonych wzgórz Toskanii.

Zdradzona kobieta to kobieta, lekko rzecz ujmując, z lekkim rozstrojem nerwowym. Zaczyna się być może dość banalnie: Lilly Turner, ambitnie pnąca się po szczeblach kariery gwiazda nowojorskiej korporacji, przypadkowo odkrywa, że jej mąż gra w małżeństwie na dwa fronty, ukrywając we Włoszech drugą rodzinę. Niewiele myśląc, wsiada do samolotu i na następny dzień truchta już w szpilkach po stromych uliczkach Montevedovy w poszukiwaniu niewiernego mężczyzny. I tu przestaje być banalnie. Do akcji wkracza cała armia wesołych włoskich staruszek, które pod pozorem jakże wdzięcznej czynności, jaką jest cerowanie skarpet, tak naprawdę obmyślają tajne plany, snują intrygi i, jednym słowem, działają jak mała agencja wywiadowcza, która za cel obrała sobie wyswatanie wszystkich samotnych mieszkańców toskańskiego miasteczka. Sprawy nabierają tempa, kiedy w Montevedovie zjawia się Lily i – nie do końca świadomie – wywraca wszystko do góry nogami.

CCI20110705_00003.bmp

Zdrada, miłość i intrygi – to wszystko brzmi tandetnie, ale książka wcale tandetna nie jest. Wręcz przeciwnie – to wartko tocząca się historia z mnóstwem zabawnych momentów. Opowiedziana z lekkim przymrużeniem oka, epatująca włoskim humorem i żywiołowością, z powietrzem przepełnionym zapachem świeżo wypiekanych biscotti, potrójnie czekoladowych gelati w i crostaty di more, czyli ciasta z jeżynami wdowy Benedicti, która ma cudowną moc (tarta, nie wdowa) doprowadzania do pomyślnego rozwiązania spraw z pozoru beznadziejnych.

I, oczywiście, prawdziwe włoskie nonny, które w tak cudowny sposób potrafią sprzeczać się o ciasto (i ciasteczka, i tarty!) , że wydaje się, że sposób jego przygotowania jest najważniejszą rzeczą na świecie – i to nie tylko w tym momencie, ale w ogóle, w życiu.

CCI20110705_00002.bmp

Za oknem cukierni nie jest klasycznym romansem: ty mnie zdradziłeś, ja już cię nie kocham, ale skarbie, spróbujmy od nowa, czyli koniec końców: żyli długo i szczęśliwie. Nie. Waham się w ogóle, czy powieść Lynch można nazwać romansem – w jakimś stopniu na pewno tak. Choć może tylko na potrzeby księgarni, żeby wiedzieć, w którym dziale na półkę odłożyć. Dla mnie to nie jest romans. I broniłabym się przed zaszufladkowaniem powieści do literatury kobiecej. Bo za oboma tymi rodzajami książek nie przepadam – a Za oknem cukierni mi się podobała. To książka, od której bije ciepła, małomiasteczkowa atmosfera – taka, że chciałoby się spakować walizkę i choćby jutro wyruszyć do Toskanii. A przy tym wszystkim historia opowiedziana tak apetycznie, że trzeba się hamować, żeby nie zaślinić kartek.

za oknemSarah-Kate Lynch – Za oknem cukierni

Tłumaczenie: Bogumiła Nawrot

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Warszawa 2011

Stron: 282

Email This Page
Print Friendly

Skomentuj


+ 8 = 11