Przy jedzeniu się (nie) czyta! – "Nie śpiewaj przy stole"

Piątek to początek weekendu i dużych recenzji na Book Me. Przyjedzenowy cykl nie zniknął, od października pojawia się nie co tydzień (jak było przez całe wakacje), ale co dwa tygodnie. A więc, startujemy z nową książką! Nie wiesz o co chodzi? Informacje o moim copiątkowym cyklu felietonów kulinarno-literackich Przy jedzeniu się (nie) czyta! znajdziesz tutaj.

Rób co możesz – to wystarczy. Zamiast narzekać – ciesz się. I nie śpiewaj przy stole.
A poza tym: otwórz dom dla przyjaciół, rób to, co kochasz i uczyń z tego swoje zajęcie na całe życie. Baw się, śmiej i rozwijaj swoje pasje. Brzmi jak idylla? Tak. Albo jak życie Violi Trigiani i Lucy Spady, dwóch niesamowitych kobiet, które urodziły się na początku XX wieku i które zrewolucjonizowały nie tylko przemysł odzieżowy, ale też życie swoich rodzin i znajomych. Bo tak się składa, że każdego, kogo spotykały na swojej drodze, zalewały hektolitrami pozytywnej energii. Obie bez pamięci oddawały się temu, co robiły, czy były to nitki świeżego spaghetti, chwasty przeznaczone do wyrwania w ogrodzie, czy suknie ślubne, delikatne jak jedwab. Dbały o siebie, swoje ogrody i swoje dzieci. Budowały własne firmy i własne związki z ludźmi. Znajdowały czas, marzyły, działały i stwarzały rzeczywistość. 

A przy okazji były babciami Adriany Trigiani, autorki książki. To ona przekopała się przez stosy zdjęć, zapisków, przepisów i codziennych przedmiotów, by na nowo tchnąć ducha w dwie historie życia dość nietypowych jak na swoje czasy kobiet. Babki Trigiani z powodzeniem łączyły życie zawodowe i prywatne, jednocześnie wyznając tradycyjne, ale nie archaiczne zasady. Dobre dlatego, że się sprawdzały. I sprawdzają nadal. Ponadczasowe, bo mądre w swojej prostocie. A przy tym pełne domowego uroku, pokrzepiające, prawdziwe. To z nich składa się książka. To one nadają jej domowe ciepło. Takie samo jak to, które odczuwasz, kiedy zakopiesz się w jesienny wieczór w domowych pieleszach, w ciepłych bamboszkach na nogach i z kubkiem gorącej czekolady w ręce. Takie historie, od których samego czytania mimowolnie się uśmiechniesz i zrobi ci się cieplej na sercu. Domowo. Pociesznie. I które zostają w głowie na bardzo długo.

Szeroko uśmiechnęłam się przy opowieści o sprzętach kuchennych należących do Violi. Jedną z zasad, które wyznawała, było dbanie o to, co się posiada. Po to, żeby nie musieć co chwilę wymieniać starych rzeczy na nowe, a zamiast tego mieć jedne, a porządne. Viola zajmowała się swoimi sprzętami kuchennymi z należytą starannością – po każdym użyciu myła je, odkładała na miejsce, a kiedy się przybrudziły, czyściła – słowem: nie pozwoliła im się starzeć. Dzięki temu teraz używa ich jej wnuczka i nadal wyglądają jak nowe. Tak sobie pomyślałam, że kto wie, może rzeczy, których ja używam dzisiaj, za bardzo długi (nie oszukujmy się!) czas, czyjeś ręce będą z radością wykorzystywały? Mieliły w moim ręcznym młynku, mieszały w mojej misce moją ulubioną drewnianą szpatułką, piekły w moich maleńkich foremkach? Czy chciałabym? Och, bardzo! A czy jest ktoś, kto bawi się w gotowanie i by tego nie chciał? To jak przekazać komuś wszystkie swoje ukochane zabawki!
Czytałam tę książkę i ekscytowałam się nią jak mała dziewczynka. Jakby te postaci, o których czytam, zaraz miały wyskoczyć z książki – Viola, żeby ugotować bulgocący sos pomidorowy w wielkim garnku, a Lucy, aby zakasać rękawy i z kawałka starego materiału uszyć prostą czarną sukienkę. Idealną i ponadczasową, czyli dobrą i na wesele, i na pogrzeb.
Nie mogłam doczekać się, o czym przeczytam za chwilę, mimo że jednocześnie nie chciałam dojść do końca książki – z oczywistego powodu, że już nie będzie co czytać. 

Pisałam kiedyś, że nie lubię książek biograficznych. Nie zmieniłam zdania. Chociaż ta książka właśnie taka powinna dla mnie być – nielubiana. Jest historia życia? No jest. Po kolei? Jak najbardziej. Nudzą mnie biografie? Jak nic! Gdzie więc jest „ale”? W cieple, humorze i życiowej prostocie tych historii – albo tej historii, jednej, bo sama nie wiem, czy można ją dzielić na więcej. Losy babek Trigiani w pewnym momencie splatają się ze sobą i choć to dwie zupełnie inne kobiety, wyznawały podobne zasady, kierowały się tymi samymi wartościami i miały identyczne podejście do życia. Nie godziły się na rzeczywistość, one ją stwarzały po swojemu.

______________________________
Adriana Trigiani – Nie śpiewaj przy stole
Warszawa 2011
Wydanie I
Stron: 216
Wydawnictwo:
_______________________________

Więc i ja stwarzam. Dlaczego ma być nudno i jak zawsze, skoro może być inaczej? Po mojemu. 
Zrobienie tych kanapek zajmuje chwilę. Może 5 minut dłużej, niż jakby robiło się zwykłe kanapki. A są niezwykłe, kolorowe, radosne. Od rana z uśmiechami.
Zaserwujcie sobie radość na talerzu.
Obrazkowe kanapki
Składniki:
kromki chleba, ser żółty, śmietankowy serek do smarowania chleba, papryka, sól i pieprz do przyprawienia, płatki migdałów i pestki słonecznika
Przygotowanie:
Zrób kanapki – pokrój chleb i posmaruj serkiem. Następnie pobaw się w dekorowanie. Możesz użyć foremek do ciastek, wycinać różne kształty nożem, poukładać np. pestki i migdały ręcznie. Dopraw solą i pieprzem do smaku.
Proste i pyszne.

Cykl recenzji Przy jedzeniu się (nie) czyta! powstaje we współpracy z portalem Bobyy.pl – także tam możesz znaleźć moje felietony literackie.
Email This Page
Print Friendly

PODOBNE WPISY

Nie odnaleziono podobnych wpisów

Komentarze

  1. Kuchareczka pisze:

    Masz racje Lutko. I co do babć, i jeśli chodzi o narzędzia, i książkę. :)

  2. flusso pisze:

    Cudne kanapeczki !!! ;)

Skomentuj


− 1 = 0