Z wizytą w Fabryce Czekoladowy Wawel

Pierwsze skojarzenie z fabryką czekolady: zapach. Obłędny, w każdym zakamarku fabryki. Strumienie gorącej czekolady, parujące kotły z kakao, rury pod sufitem wypełnione słodkim płynem. Tymczasem rzeczywistość okazała się jeszcze bardziej czekoladowa. 

Kiedy wchodzi się do Fabryki Czekolady Wawel, od pierwszego kroku uderza cię zapach czekolady. W pierwzym momencie ma się wrażenie, że nie może być nic bardziej wspaniałego. Błąd. Wystarczy przejść przez drugie drzwi i zapach jest jeszcze bardziej intensywny. Za trzecimi drzwiami twój mózg przestaje normalnie funkcjonować i przełącza się w stan euforii wynikający z nawdychania się czekoladowego zapachu, który roznosi się po całej fabryce. Na ustach bezwiednie pojawia się permanentny uśmiech, a tobie jest już wszystko jedno, co będzie dalej, bo zaczynasz czuć się jak bohater „Charliego i fabryki czekolady”, który posiadł szczęśliwy złoty bilet.

_MG_2331

Zakłady produkcyjne Wawelu jeszcze 15 lat temu rozsiane były po całym Krakowie. Jeden mieścił się na ulicy Wrocławskiej 17 i produkował głównie nadziewane czekoladki, czekoladowe cukierki i batony. Drugi na ul. Masarskiej 6-8 zajmował się wypusczaniem wszelkiego rodzaju czekolad, karmelków i kakao, a zakład nr 3 z ul. Kącik 20 zaopatrywał sklepy i prywatnych przedsiębiorców w wafle i Michałki. Od 7 lat wszystkie te słodkości wytwarzane sa już pod jednym dachem – w podkrakowskich Dobczycach, gdzie na powierzchni blisko 6 hektarów zużywa się dziennie ponad – uwaga – 800 tysięcy ton masy kakaowej. To mniej więcej tyle, ile waży 266 dorosłych słoni afrykańskich albo 4572 skutery Yamaha YZF-R1. Tyle czekolady.

zaklad_02

W fabryce Wawelu pachnie czekoladą wszędzie. W pracowniczej stołówce, w szatniach, w biurach. Konia z rzędem temu pracownikowi, który może pracować w tym aromatyzowanym otoczeniu, nie myśląc o jedzeniu czekolady. Podziwiam. Wiem, że można się do wielu rzeczy przyzwyczaić, ale z starciu z takimi warunkami pracy moja sylwetka chyba by nie podolała.

Szczególnie gdy zobaczyłam linie produkcyjne czekoladek z kremem krówkowym, a potem białych Michałków. Domyślałam się, że codziennie przez fabrykę przechodzą ogromne ilości tego towaru, ale chyba nie zdawałam sobie sprawy, że te ilości mogą być dziesięciokrotnie większe od moich wyobrażeń. Wszystko jest ogromne: mieszadła, wałki, prasy, dozowniki czekolady. I jednocześnie wszystko jest sterylnie czyste i kremowo-białe.

_MG_2398

Najbardziej popularne są Malaga, Tiki  Taki, Kosztanki i Mieszanka Krakowska. O dziwo spośród tria MTK, ludzie najbardziej lubią Kasztanki, choć ja ich prawie nie jem. Wyjadam zawsze albo Tiki Taki, albo Malagę. Za to galaretki z Wawelu – zawsze. Wsród czekolad królują mleczka i krakowska gorzka. Z ciekawostek: czekoladki lub cukierki w plastikowych torbach kosztują więcej niż te w papierowych pudełkach. W sklepie zapłacicie za nie więcej, ze względu na droższe opakowanie, niż gdybyście kupilo te same słodkości na wagę albo w teksturowych opakowaniach. Cukierki i czekoladowe wyroby Wawelu, które kupujecie w różnych sklepach mogą mieć różne ceny. Sztandarowy przykład: Biedronka. Czemu tam te same na przykład Kasztanki kosztują mniej niż, dajmy na to, w Carrefourze? Bo płacicie za opakowanie. W Biedronce nie jest tak piękne jak w Cerrefourze, a cukierki często są tam na wagę. Produkt w środku jest ten sam, za to inna otoczka.

Wizyta była bardzo udana. Dziękuję Marcinowi Firmanty z agencji Synertime za zaproszenie i zapewnianie wyluzowanej atmosfery, Karolinie Bukale za profesjonalne podejście do sprawy, dyrektorowi Wawelu, panu Wojciechowi Winkelowi za ciepłe przywitanie, oprowadzenie po fabryce i mnóstwo cennych informacji. Podziękowania należą się też panu fotografowi, który zapewniał właściwie równoległą zabawę i wszystkim pracownikom Fabryki Wawel, którzy życzliwie nas (mnie i innych odwiedzających) przyjęli. Dziękuję!

_MG_2409

 

 

Email This Page
Print Friendly

Komentarze

  1. Evitaa pisze:

    Świetne zdjęcia :)

  2. Marianna pisze:

    Świetne zdjęcia, wyobrażam sobie ze wycieczka była udana. Czy są takie organizowane dla szerszej publiczności czy tylko dla blogerów?
    Mam tez inne pytanie – czy dowiedzieliście się może jakich tłuszczy używa Wawel ? Czy używa tłuszczu pochodzenia palmowego ? Lub co z lecytyną sojową ?
    Dzięki z góry za odpowiedz.

    • Asia pisze:

      Zapamiętałam tłuszcz kakaowy i że raczej rezygnuą z tłuszczu kokosowego, bo jest bardzo niezdrowy.
      I niestety nie, Wawel nie jest otwarty dla szerszej publiczności.

  3. Marianna pisze:

    Widzę, że objęłaś patronatem książkę J. Bator „Zamień chemię na jedzenie”, więc to zagadnienie nie powinno być ci obojętne.

Skomentuj


6 + = 7