Maria Konopicka – Stary zegar od pradziada

IMG_2915

Jak mi się ten wierszyk tłucze po głowie od dzieciństwa!

Uwielbiam go.

Pucu pucu chlastu chlasu weszło mi do codziennego języka i często go używam, jak się muszę do czegoś zmobilizować. Używam też szeregu innych nie do końca poważnych powiedzonek, ale może na początek jedno wystarczy.

Książka mojego dzieciństwa. Czytana przez mamę do upadłego. Nie sięgałam po nią przez jakieś 20 lat, a nadal umiem połowę wierszyków na pamięć. Pisanie książek dla dzieci jest ogromną sztuką. Dużo trudniej jest napisać książkę dla dzieci niż „zwykłą”, dla dorosłych. Bo powieść, na przykład, pisze się swoim językiem, który jest naturalny, codzienny i który się dobrze zna (nie wliczając w to powieści stylizowanych na jakiś nie swój styl, ale tu pomijam takie wyjątki). A przy książce dla dzieci trzeba sobie literacko kucnąć na ziemi i spojrzeć z niższej perspektywy. A już najlepiej by było nie wiedzieć tyle, ile się ma w głowie. Bo dzieci nie wiedzą całej masy rzeczy i wcale im to nie przeszkadza – ba! to jest nawet lepsze niż cała wiedza dorosłych, która czasami jest warta tyle, co nic, bo hamuje kreatywne myślenie.

Przypomniało mi się, że dawno temu lubiłam jeszcze jeden wierszyk. Jest bardzo znany, ale nie mogę sobie przypomnieć jak dokładnie brzmiał. To było coś o dziewczynce, która kupowała książki dla samego kupowania, stawiała je na półce i nie czytała. Był bardzo krótki, kilka wersów. Ale za nic nie mogę sobie przypomnieć tytułu. Jeśli ktoś domyśli się, o co mi chodzi, będę wdzięczna za pomoc, bo bardzo mnie to zaczęło nurtować.

stary-zegar-od-pradziada_okladka

Maria Konopicka – Stary zegar od pradziada

Wydawnictwo Książka i Wiedza

Warszawa 1988

Email This Page
Print Friendly

Skomentuj


9 − = 4