Kuchenny chick-lit: S. Ballis – Smaki życia & A. Pilaszewska – Przepis na życie

Chick-lit to w dużym skrócie literatura tworzona przez kobiety, o kobietach i dla kobiet. Dzisiaj dwa chick-litowe tytuły, które oprócz bohaterek z dużym poczuciem humoru łączy kuchnia. Nawet tytuły są podobne – to „Przepis na życie” Agnieszki Pilaszewskiej (w wersji książkowej) i „Smaki życia” Stacey Ballis.

agnieszka pilaszewska przepis na życie anka adamowicz jerzy knappe tvn serial recenzja książki blog książkowy kulinarny literacki book me a cookie (2) (Kopiowanie)

book me (1)Agnieszka Pilaszewska – Przepis na życie, Wydawnictwo literackie, Kraków 2012, s. 468

Dobre ekranizacje książki można policzyć na palcach jednej ręki. Ale sytuacje odwrotne, kiedy z dobrego filmu (lub, jak w tym przypadku, serialu) robi się dobrą książkę, w przyrodzie po prostu nie występują. Chyba że chce się zrobić książkę lekką i przyjemną, najlepiej dla kobiet (tym, którzy znają serial, chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego to nie jest ani serial, ani książka dla mężczyzn) i najlepiej do czytania w wolne leniwe niedziele. Wtedy proszę bardzo: książka jest idealna.

Na długie wieczory, niespieszne weekendowe poranki pod kołdrą, majówkowe wylegiwanie się z książką na kocu, długie podróże pociągiem, na urlop i na wakacje. Dlaczego? Bo: „jej świat wali się dokładnie w szesnastą rocznicę ślubu: nieoczekiwanie traci pracę, a Andrzej oznajmia, że odchodzi do innej kobiety. W dodatku okazuje się, że Anka jest w ciąży”. No właśnie dlatego.

IMG_0734 (Kopiowanie)

book me (2)Stacey Ballis – Smaki życia, przeł. Agnieszka Myśliwy, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s. 337

Tym razem to nie zdrada mężczyzny jest punktem wyjścia do dalszej historii, ale utrata wagi. Minus 20 kilogramów – wydawałoby się: bajka! Do tego wszystko inne też idzie Melanie lżej: otwiera lokal ze zdrowym jedzeniem, odzyskuje pewność siebie i wreszcie odnajduje w sobie siłę do zawalczenia o własne marzenia. Sielanka trwa w najlepsze, póki jej mąż nie oświadcza jej, że odchodzi do kobiety… dwa razy grubszej niż ona. Jak to w takich powieściach bywa, w tym momencie następuje kryzys, potem przełom, jak spod ziemi wyrastają nowi przyjaciele, w tym tajemniczy nieznajomy.

W akcję wplątane są przepisy. Czyli coś jak nasz „Przepis na życie”. Oraz „Sól i Szafran” Kamili Shamsie, „Zupa z granatów” Marshy Mehran, wszystkie książki Marleny de Blasi, „Uczta Babette” Karen Blixen, „Julie i Julia. Rok niebezpiecznego gotowania” Julie Powell, „Pod słońcem Toskanii” Frances Mayes czy wreszcie „Smażone zielone pomidory” Fannie Flagg. Problem polega na tym, że na rynku wydawniczym aż roi się od powieści z kulinarnym motywem przewodnim. Konsekwencją jest wysoko postawiona poprzeczka. Żeby napisać naprawdę zapadającą w pamięć książkę, trzeba przeskoczyć albo chociaż zbliżyć się do genialnych „Przepiórek w płatkach róż” Laury Esquivel czy „Kuchni Franceski” Petera Pezzelli. Stacey Ballis nie skacze może na tyle wysoko, aby wznieść się ponad poprzeczkę, ale za to jej mocną stroną jest umiejętność tworzenia barwnej, porywającej historii. Niekoniecznie w wersji ugrzecznionej i dla kobiet, które w obliczu trudności lubią się nad sobą użalać, albo, co gorsza, sprawić, by zlitował się nad nimi cały świat. Zamiast tego powieść stawia na nogi i motywuje do wzięcia spraw w swoje ręce. I ma na końcu świetny dodatek z przepisami!

IMG_0738 (Kopiowanie)

IMG_0739 (Kopiowanie)

Email This Page
Print Friendly

Komentarze

  1. Meme pisze:

    Pierwszy tytuł jest mi znany jedynie za pośrednictwem serialu (i tak się składa, że akurat go oglądam ;D). O drugim z kolei słyszałam, nawet miałam ochotę go przeczytać, ale brak mi dojść do tej pozycji…

  2. Asia pisze:

    Oj, chick-lit to zdecydowanie nie moja działka. Mam straszną alergię na literaturę kobiecą:).

Skomentuj


9 − 5 =