Karen Karbo – Księga stylu Coco Chanel

I kolejna książka, przy której najpierw wpadam w irytację, przy połowie nie mogę się od niej oderwać i ostatecznie jęczę, że to już koniec. To powoli staje się moją tradycją – i to wcale nie taką najgorszą, bo  książkę w końcu ocenia się po przeczytaniu, a nie przed dobrnięciem do połowy. 

Dlaczego była irytacja? Bo, głupia, najpierw kilka lat temu obejrzałam film o Coco z Audrey Tautou, wcześniej nie przeczytawszy jej biografii. A film sugestywny i oczywiście bardzo piękny, ale po przeczytaniu książki Karen Karbo stwierdzam (a mam przecież małą próbkę, bo ta książka to nie klasyczna biografia), że też bardzo „wyczyszczony” z tej gorszej strony charakteru Coco.  Bo poza tym, że była genialna, arcypewna siebie, perfekcyjna i oddana swoim przyjaciołom, była też pedantyczna, czepialska, a na starość oschła i bardzo, bardzo samotna.

IMG_20140721_091039„Księga stylu Coco Chanel” jest quasi-reportażem amerykańskiej dziennikarki, która próbuje dokopać się do prawdziwych projektów Chanel-Chanel (w odóżnieniu od całkowicie odmiennych ubrań projektowych współcześnie przez Lagerfeld-Chanel), jednocześnie odkrywając, w czym tkwi fenomen jednej z największych projektantem ubiegłego wieku. Jak to się stało, że ta szczuplutka kobieta o wąskich biodrach, zerowym biuście i ogólnie figurze nastoletniego chłopca potrafiła tworzyć tak kobiece i ponadczasowe stroje? Była apodyktyczna: wobec swoich znajomych, pracownic, modelek i kobiet, które przychodziły do jej butiku kupować jej ubrania. Jednocześnie wyrwała kobiety z gorsetów, bufiastych sukien robionych z materiałów na obicia kanap, kilogramów biżuteri, którymi obwieszały się na szyjach, szpilek. Zdumiewające, że media określały jej stylizacje jako odzież sportową. Tak tak, wszystkie te marynarki, garsonki, spódnice za kolano i eleganckie kapelusze były sportowymi ciuchami. Jak się nad tym zastanowić, to wcale nie było to takie pozbawione logiki – bo jak można było nazwać ubrania, które stały się opozycją dla halek i drucianych szkieletów, którym ściskały się arystokratki w XIX wieku?

A wszystko zaczęło się od tego, że pewnego dnia Chanel wybrała się do francuskiego domu handlowego i wykupiła cały zapas słomkowych kapeluszy. Wyobraźcie sobie: w okresie, gdy wyznacznikiem dobrego smaku były kapelusze o ponad metrowych rondach i Bóg jeden wie czym na górze (pióra? koronki? klejnoty? a najlepiej wszystko na raz?), Coco Chanel otwiera sklep ze słomkowymi kapeluszami noszonymi dotychczas przez wieśniaków i marynarzy, których jedyną ozdobą jest czarna, granatowa albo biała tasiemka dookoła. To, że wywołała skandal, to jest naprawdę mało powiedziane.

Idee, które wyznawała, są zaskakujące proste. Choć burzyłam się i burzę nadal podczas czytania o jej pracoholizmie, którego efektem z jednej strony była oszałamiająca kariera i ogromne bogactwo, ale z drugiej brak dzieci i rodziny. To jest zresztą prosty, znany i logiczny mechanizm: nie masz dzieci, rzucasz się w wir pracy. Masz po prostu więcej czasu na robotę i wynagradzasz sobie braki w życiu prywatnym nieprzeciętnym życiem zawodowym. Ale pamiętaj, że na starość – jak Coco – grozi ci zgorzkniałość, obwinianie świata za wszystkie swoje niepowodzenia i brak osoby, która cię kocha.

IMG_20140721_090434

Karbo stworzyła poradnik w bardzo amerykańskim stylu – w 3/4 to biografia Chanel przeciśnięta przez sito jej stylu, w 1/4 wskazówki dotyczące ponadczasowego gustu i elegancji. Przy okazji zastanawia mnie to, że w Polsce taką książką napisałby pisarz, a w Stanach zawsze jest to dziennikarz. „Ksiega stylu” jest właśnie taka amerykańska: napisana z dobrym researchem, ale na luzie i swobodnym językiem.

Moja ocena: 8/10.

IMG_20140721_082941Karen Karbo – Ksiega stylu Coco Chanel. Jak stac się elegancką kobietą z klasą

przeł. Joanna Dziubińska

Wydawnictwo Literackie

Kraków 2014

s. 268

okładka miękka, format A5

 

 

 

Email This Page
Print Friendly

Skomentuj


8 − 5 =