Grzegorz Kasdepke – A ja nie chcę być księżniczką

Kiedy byłam mała, nigdy nie chciałam być księżniczką. Chciałam być wróżką. Ba dum tsss, zawijamy więc różdżką, cofamy się w czasy przedszkola i… nie lubiłam kącika dla lalek. Uwielbiałam za to przebywać z chłopcami, głównie dlatego, że mieli resoraki i czasami pozwalali mi się wspólnie z nimi pobawić. W tych, którzy mieli tory wyścigowe do resoraków, byłam gotowa się zakochać (ale ale, żeby nie było za łatwo, musiał być w komplecie z kwiatkiem. Mogła być pojedyncza stokrotka. Od biedy nawet jakiś chwaścior z przedszkolnego ogórdka, ale gest musiał zostać poczyniony). A już posiadanie wielopiętrowych plastikowych wihajstrów z parkingiem pod chmurką na samej górze i zjeżdżalnią dla samochodów z boku gwarantowało miłość do grobowej deski.

Wiecie, o czym mówię?

1800212408_1

Potem przyszły wesołe czasy, kiedy wszystkie dziewczynki obstawiały najlepsze miejsca przy plastikowych kuchniach, a ja w tym czasie spindrałam się po pudełko z puzzlami, które leżało na samej górze białego regału – efektem czego kilkukrotnie zrzuciłam koledze książki na głowę, za co zawsze dostawałam burę od przedszkolanki (pani Marysiu, ściskam najmocniej!), ale kolega jakoś dziwnie za każdym razem był jeszcze bardziej chętny do pomocy niż poprzednio. Dziecięca logika nigdy nie będzie do pojęcia. Kilka lat później, już w szkole na jakiejś lekcji mieliśmy narysować wymarzone zawody. Czyli odpowiedzieć na najczęściej zadawane pytanie świata skierowane do wielce świadomych swoich odpowiedzi 7-latków: to kim chcesz być, jak dorośniesz?

Eeey? Ania narysowała siebie na scenie z mikrofonem, Magda wymarzyła się sobie jako piękna długowłosa aktorka, Anita, Justyna, Kasia jedna, druga, trzecia, czwarta – tak samo. Pamiętam, że jedna z nich narysowała się nawet po prostu jako gwiazdę – nieważne w jakiej dziedzinie. A ja, hmm. Ja narysowałam siebie jako nauczycielkę. Bo nauczycielka mogła pisać i rysować kredą po tablicy ile i kiedy chciała, a ja lubiłam rysować. Po trzech latach sytuacja się powtórzyła, z tym że malunek trzeba było zamienić na małą prostokątną karteczkę z jednym słowem. Na moim było tym razem „pisarka”. I znowu trochę faux pas, bo cała reszta bab konsekwentnie dążyła do tego aktorstwa i piosenkarstwa. A mnie znowu – tak jak nigdy wcześniej – do głowy nie przyszło, że mogłabym chcieć być księżniczką. No bo co robią księzniczki? Wiercą się na ziarnkach grochu, gubią buty i jeżdżą wielką dynią, zapadają w sen, nie odzywają się za wiele, siedzą zamknięte w wieży i… strasznie się nudzą. Chyba o to chodziło. Życie księżniczki wydawało mi się zawsze strasznie, strasznie, strrraaassszzznnniiieee nudne. Naprawdę. Nie to, co życie wróżki. Albo Czerwonego Kapturka, albo Małgosi, od Jasia. Albo smoka.

No właśnie. Marysi albo Karinie, w każdym razie dziewczynce, która zainspirowała Grzegorza Kasdepke do napisania nowej książki, też nie wydawało się atrakcyjne udawanie księżniczki. Co innego smoka. Albo baszty! Baszta to jest dopiero ktoś. Ale wracam na chwilę do tego smoka, bo to o niego rozchodzi się w książce.

204e9e0747e30517cb3f1d400ec463e5

Marysia jest rezolutną, mądrą i uroczą dziewczynką, która konsekwentnie odmawia bycia księżniczką. Nalega mama, tata i babcia – wszyscy ją naciskają, proszą, lekko obśmiewają – a kilkulatka jak nie chce, tak nią nie jest. Tylko dziadek ją rozumie. Bo dziadkowie to są zazwyczaj mądre chłopy, co to rozumieją, że nie należy małej kobiety szantażować i zakazywać tego i tamtego, bo ta i tak zrobi swoje, i zrobi to na odwrót. Zamiast tego cierpliwie słucha, pyta, podpowiada. A tak, może być kościotrupem i leżeć na dywanie, czemu nie. Jesli tylko mama będzie księżniczką, a tata rycerzem, wszystko jest na swoim miejscu.

a ja nie chce byc ksiazniczka (4)    a ja nie chce byc ksiazniczka (1)

Historia mądra, bo naprawdę: nie wszystkie dziewczynki marzą o zostaniu księżniczkami. Tak jak nie wszystkie mając do wyboru różowy i niebieski fartuszek kuchenny, wybierają zgodnie ze stereotypem. Znam kilka młodych dam, które z najpiększniejszym uśmiechem na ustach za każdym razem przychodzą i mówią: Pani Asiu, ja chcę niebieski. Są cudowne, rezolutne, piękne. I wyglądają w tych niebieskich fartuszkach najbardziej dziewczęco, jak tylko się da. Grzecznie mówią mi, gdy coś im nie pasuje i pytają, kiedy czegoś nie rozumieją. Upewniają się, że coś tam robią dobrze, a potem odważnie pytają, czy ładnie im wyszło, czy mi się podoba to, co zrobiły i czy już mogą pokazać mamie, tacie, dziadkowi. Nie wszystkie dziewczynki wybierają róż. Tak jak nie wszyscy chłopcy wybierają niebieski. Może to też nie byłby głupi pomysł na książkę? Bo „A ja nie chcę być księżniczką” jest o myśleniu na opak o roli dziewczynek. Trochę sie obawiałam przed wzięciem tomiszcza do ręki, że będzie za agresywnie, za dosadnie i ta tytułowa Marysia będzie taka hej ho, wojująco-zarozumiała. A… nie. Jest dziewczęca. Po prostu bardzo chce być sobą taką, jaką sobie wymyśliła. Nawet jak na całą rodzinę, tylko jej 1/4 od razu łapie, o co Mani chodzi. Ale spokojna głowa, pod koniec książeczki łapią już wszyscy i całkiem nieźle się przy tym bawią.

a ja nie chce byc ksiazniczka (3)Grzegorz Kasdepke – A ja nie chcę być księżniczką

ilustrowała Emilia Dziubak (pięknie ilustrowała!)

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Warszawa 2015

stron: 32

format 24×32 cm, twarda oprawa

dla dzieci do 6 lat

Email This Page
Print Friendly

Komentarze

  1. anlejka pisze:

    Ja odpowiadałam, że nigdy przenigdy nie zostanę nauczycielką. No. Brak konsekwencji w moich decyzjach doprowadził do tego, że teraz ja siedzę na dywanie i pytam dzieci: „Kim zostaniesz jak dorośniesz?”
    I usłyszałam raz, pewny, dumny z siebie pięcioletni głos, który rzekł: „jak dorosnę to zostanę PARÓWECZKĄ”. Niech się mu wiedzie :D

    A Kasdepke znów mnie zauroczył. Jutro idę szukać baszt i smoków.

  2. Evi pisze:

    Świetna książka. Bardzo się cieszę, że o niej napisałaś, na pewno będę jej wypatrywać w księgarni :)

Skomentuj


8 − 4 =