Eric Emmanuel Schmitt – Kiki van Beethoven

Długo wyczekana. I nietypowa. Schmittowska jest tylko pierwsza część, za to aż na wskroś, aż do bólu, aż oj, jak stęskniłam się za Schmittem i czekałam niecierpliwie przebierając nóżkami na jego nową książkę. Nietypowa jest za to druga część. Choć jeśli ktoś wcześniej czytał Moje życie z Mozartem, jest już w domu. Schmitt stworzył sobie muzyczny cykl książek – Mozart był pierwszy, a Kiki jest druga. W prywatnym hołdzie dla Muzyki i Muzyków, z dużym M na początku. Dla wszystkich tych cudowności, które przychodzą do głowy, do serca i wszędzie dookoła, gdy się ich słucha.

kiki

To bzdura, że muzyka klasyczna jest nudna. Jest cudowna, mocna, optymistyczna, daje dużo siły. Oczywiście, każdy ma swoje typy – ja na przykład nie lubię, przepraszam za dosadność, byle którego brzdąkania w struny, „moje” brzdąkanie musi mieć melodię, być zdecydowane i wesołe. Nie takie lelum polelum, przy którym zaczyna boleć głowa (a takie też są).

Ostatecznie muzyka poważna może być całkiem niepoważną. I radosną. Przykład? Oda do radości. Którą Kiki miała nagraną na płytę, którą próbowała oczarować cały świat, poczynając od ludzi siedzących na ławkach w parku. A chyba jeszcze bardziej – chciała zrozumieć, poczuć. Muzykę, Beethovena, a co za tym idzie – życie.

kikik

Eric Emmanuel Schmitt – Kiki van Beethoven

przeł. Agata Sylwestrzak-Wszelaki

Wydawnictwo Znak

Kraków 2011

 

 

 

 

 

Email This Page
Print Friendly

Skomentuj


7 − 6 =