Babcine pieczone jabłka

Przypomniałam sobie o tych jabłkach ostatnio, siedząc nad stertami notatek i kser, próbując robić wszystko, byle by się nie uczyć. Przypomniałam sobie, bo, w przeciwieństwie do sesji, kojarzą mi się z samymi dobrymi momentami. Ze wspólnym pieczeniem jabłek u babci, kiedy byłam mała, dopieszczaniem przez mamę zawsze, kiedy byłam chora i jedynym pożywieniem poza sucharami i herbatą były właśnie takie jabłka i… i ogólnie z dzieciństwem.
Jabłka babci nie były równe, ponacinane, upieczone al dente na półtwardo. Nie, każde było inne, spękane, z wypłyniętym środkiem, z popękaną skórką, z bardzo miękkim środkiem wyjadanym łyżeczką. I takie lubię najbardziej. Pieczone w folii, żeby się nie spękały, „porządne” jabłka zrobione pod linijkę już mi tak nie smakują :) Bo o to tu chodzi: ma być domowo, zimowo, posilająco.
Składniki:
tylko dwa: jabłka (kwaśna odmiana, najlepiej renety) i cynamon
Przygotowanie:
Porządnie umyć jabłka, nie wycierać ich, ale jeszcze mokre posypać lub obtoczyć w cynamonie. Wstawić do piekarnika nagrzanego na maksymalną temperaturę – 220-250oC, na średnią „półkę”. Piec przez minimum 20 minut. Wiele zależy od gatunku jabłek, ich wielkości i wreszcie samego piekarnika. W każdym razie: jabłka będą gotowe, kiedy skórka zacznie pękać, a środek wypływać na zewnątrz. Temperaturę można dodatkowo podkręcić termoobiegiem, wtedy jabłka pieką się szybciej. 
Babcine pieczone jabłka
Email This Page
Print Friendly

Komentarze

  1. Olciaky pisze:

    Jeden z naj deserów

Skomentuj


8 − 4 =